 fot. rallyart.pl
Powiązane linki:
Zobacz zdjęcia z zawodów < Posłuchaj co mówili po finałach <
|
| Wypowiedzi zawodników po rundzie w Greinbach | 20.05.2009, 22:22
Piotr Kempa: Ponieważ, dopiero zacząłem swoja przygodę z rallycrossem, tak naprawdę każdy tor jest dla mnie nowy;-) Niewątpliwie, progres jaki się dokonuje daje dużo satysfakcji, pytanie na ile będzie znaczący by nawiązać rywalizację z najlepszymi. Z okrążenia na okrążenie byłem coraz szybszy, myślę jednak że i tak sporo jeszcze nauki przede mną, za kierownica seicento spędziłem dopiero niecałe dwie godziny.
Piotr Kempa c.d: Nie mam pojęcia który jestem w klasyfikacji, najważniejsze to jeździć za chłopakami i uczyć się toru jazdy od nich. A jak już się wjeżdżę w samochód to zobaczymy na ile mi to dobrze wychodzi i jakie mam szanse w walce o coraz lepsze pozycje.
Konrad Kacprzak: Dla mnie super zawody, lubię się ścigać po nowych torach. Jest to kolejny obiekt poznany w Europie, który dodatkowo bardzo mi odpowiadał. Bardzo szybko się odnalazłem na tym torze, po najlepszych czasach okrążeń pierwszego dnia w deszczu wiedziałem, że powalczę. Następnego dnia wygrana czasówka i kwalifikacje ze sporym zapasem czasowym. Pozostało tylko dobrze wyjść ze startu z pierwszego placu, pojechać swoje i dojechać do mety.
Początek idealny, potem kilka razy wpadłem w głębokie dziury, uderzenia były potężne. Zjechałem po jokerlapie na pierwszym miejscu, a tu na dwa okrążenia przed metą temperatura silnika wzrosła do 120 stopni. Zwolniłem, mniej dokręcałem motor, chwila dekoncentracji i przewaga zaczęła topnieć. Wygrałem z minimalną przewagą. Okazało się po mecie, że urwał się przewód masy do wskaźnika temperatury, a z silnikiem wszystko było w porządku.
Greinbach to profesjonalny obiekt którego jedynym chyba mankamentem są łączniki szutrowe, podczas finałów były już mocno rozjeżdżone. Liczne dziury i wyrwy, przyznam, że w finale gorzej i wolniej jechałem niż w kwalifikacjach, przez to że doszedł element omijania dziur które oczywiście były w optymalnym torze jazdy. Myślę że w wyniku tego urwał się ten przewód. Poza tym podejście obsługi zawodów, zaplecze obiektu wszystko bardzo profi.
Wielkie dzięki dla Pawła i Marcina za przygotowanie i obsługę samochodu,
chociaż na tej rundzie Panowie się nie przepracowali, w zasadzie tylko
tankowanie...
Piotr Dyjak: W sumie mimo wszystko jestem zadowolony z występu. Sam sobie pokazałem że mogę jechać szybko i konkurować z najlepszymi. Potrzebuję oczywiście obycia i treningu ale nabieram wprawy i robię postępy. Na mokrej nawierzchni Lancer jest bardzo konkurencyjny i tylko mój błąd wynikający oczywiście z braku doświadczenia spowodował zwiedzanie trawy i spadek na piątą pozycję . Po "suchym" nie jest już tak różowo i różnice w mocy są dość wyraźne, mimo to udało się skutecznie nawiązywać walkę z Kotanem i Reveszem.
Pierwsza pozycja w finale B dawała realna szansę na awans do finału A i walkę o czołowe lokaty. Niestety po kontakcie z "Balu", efektownym piruecie i spotkaniu z bandą Mitsubishi stopniowo odmawiał współpracy. Uszkodzenia są spore ale na szczęście głównie w zakresie wizualnym. Tak więc ostateczny rezultat rozczarowuje. Nie poddajemy się jednak i do Słomczyna planujemy przyjechać lepiej przygotowani. Evo poza naprawami blacharskimi przejdzie kurację wzmacniającą. Otrzyma nową większą turbinę, wydajniejsze wtryskiwacze oraz powiększony intercooler. Mam nadzieję na lepszy występ i ciekawą rywalizację.
Marcin Wicik: Mój debiut w div 2 uważam za udany. Miejsce na podium w dosyć silnej stawce było dla mnie dużym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że zasiadałem za kierownicą tylno napędowego samochodu po raz pierwszy, nie liczą 3 okrążeń w Anglii. W pierwszym dniu zawodów podczas ulewnego deszczu bardzo trudno poznawało się nowy tor. Mimo to podczas drugiego dnia udało nam się wywalczyć miejsce startowe w pierwszej linii. Wyraźnie słabszy mocowo samochód nie pozwalał mi walczyć o zwycięstwo. Musiałem zadowolić się trzecim miejscem.
W obecnej chwili pracujemy nad tym, aby nasza jednostka napędowa, po części chociaż dorównywała jednostką jakie posiadają: Sterkens, Castoral i inni w czołówce MERC.
Tylnonapędowy samochód, który obecnie posiadam jest trudniejszy w
prowadzeniu. Dlatego jako zawodnik potrzebuję czasu, aby oswoić się z
zupełnie inna techniką jazdy. Myślę, że połączenie tych dwóch aspektów:
mocniejszego silnika i doskonalenie techniki jazdy pozwoli mi osiągnąć
jeszcze lepsze wyniki MERC.
Krzysztof Skorupski: Tor w Greinbach był bardzo fajnym torem zwłaszcza w sobotę kiedy to trening przejechaliśmy na mokrej nawierzchni i można było się trochę poślizgać. Wtedy już byłem zdumiony przyczepnością samochodu mimo mokrej nawierzchni co świadczyło o bardzo dobrej jakości toru.
Niestety frajda z jazdy w sobotę była dla mnie ostatnim pozytywem na tych zawodach. Już rankiem następnego dnia mieliśmy pecha. Najpierw przy rozgrzewaniu opon przed startem ukręciłem półoś. Więc nie wystartowałem w pierwszej kwalifikacji, a czas na jej naprawienie usterki przed drugim biegiem wynosił ok 20 min. W nerwowym tempie pod nieobecność mojego głównego mechanika przyjaciele wraz z moim tatą robili co mogli bym wystartował w kolejnym biegu za co im bardzo dziękuję.
Auto choć nie w 100% udało się zreanimować i mimo startu z ostatnich pól udało się wywalczyć 3 pole startowe. Po starcie awansowałem na 2 pozycje i postanowiłem na pierwszym kółku pojechać joker lapa. Wiedziałem, że mam dobre tempo i dość realne szanse na walkę o pierwsze miejsce. Niestety na przedostatnim kółku maska stanęła pionowo rozbijając szybę i dalsze próby jazdy nie przynosiły efektu. Powodem otwarcia maski były najprawdopodobniej stare luźne zapinki które otworzyły się na dołkach. Zapinki następnego dnia wymieniliśmy i mam nadzieje ze podobne problemy nie przytrafia mi sie na przyszłych rundach.
Piotr Naszkowski: Bardzo fajny tor, widać trochę inne podejście do zawodników chociaż nie obyło bez małego nieporozumienia, a mianowicie przeniesiono nas na trochę gorsze miejsca. A tak naprawdę na tereny podmokłe ...
Bardzo lubię nowe tory bo nie jest nudno i można się czegoś nauczyć.
Z Konradem minęliśmy metę w małych odstępach. Kto wie, może była szansa wyprzedzenia go na dłuższym dystansie chociaż Konrad to doświadczony zawodnik.
Podsumowując bardzo udane zawody. Miła atmosfera, super pogoda naprawdę było fajnie i myślę ze może w tym roku będzie mniej pecha.
Rafał Maliński: Na pierwszym treningu zostałem na stercie z powodu ślizgającego się sprzęgła. Mimo tego na dystansie Konrad nie uciekał mi i dojechałem do mety z taką stratą, jak po starcie. Byłem drugi. Pomogło mi to, że w drugim biegu koledzy walczyli zawzięcie z koleżanką i tracili przez to czas i elementy nadwozia. Ja jechałem na czas bez walki.
Kolejne biegi odbywały się już na kompletnie suchym torze. Sprzęgło działało już lepiej, ale dalej zostawałem na starcie. W ostatniej kwalifikacji po starcie nie mogłem zapiąć 3-go biegu. Po 4-tym i 5-tym miejscu wylądowałem na 4-tym polu startowym.
W finale powtórzył się problem z 3-cim biegiem. Próbowałem zablokować Piotrka Kempę, ale on był już obok mnie i zderzyliśmy się bokami. Po starcie byłem na ostatniej pozycji. Lewy szutrowy zakręt pojechałem „na dno” i wyprzedziłem Karolinę. Zazwyczaj jadąc w ten sposób ten zakręt grzęźnie się w błocie na zewnętrznej części toru. Mi udało się złapać jakąś koleinę i przed następnym zakrętem zbliżałem się do rywali. Opóźniłem hamowanie i wcisnąłem się na wewnętrzną. Nie udało się ich przepchnąć samochodu Piotrka Naszkowskiego na zewnątrz, więc uderzyłem w stojące przy krawężniku opony. Straciłem prędkość i z zakrętu wyjechałem na piątej pozycji. Nie udało mi się nikogo wyprzedzić. Minąłem jedynie Krzyśka, któremu otworzyła się maska.
Na początku zawodów miałem nadzieję na dobry wynik, nawet zwycięstwo. Dużo lepiej jeździło mi się na wilgotnym torze. Kiedy było sucho rywale byli szybsi. Na zawody w Słomczynie trzeba się lepiej przygotować. Przyjedzie więcej zawodników, więc będą przyznawane pełne punkty, a nie jak do tej pory połówki. Będzie można odrobić straty. Mam nadzieję że przełamię pecha jaki zawsze towarzyszył mi na domowych zawodach.
| |