 fot. rallyart.pl
Powiązane linki:
Zobacz wyniki zawodów <
|
| Wypowiedzi zawodników po Słomczynie | 31.08.2009, 19:59
Piotr Kempa: Prawdziwego mistrza poznaje sie po tym jak jeździ w deszczu, no więc jak sie łatwo domyśleć sobota nie była moim ulubionym dniem podczas zawodów. Mokry tor, źle dobrane opony, oraz moja niepewność dały w połączeniu mierny efekt. W niedzielę jeździło mi się zdecydowanie lepiej, chociaż po wpadce z drugiej kwalifikacji, kiedy to zostałem wypchnięty z toru, w trzeciej musiałem pojechać bardzo ostrożnie, by mieć pewność że dojadę przed Karoliną. Finał zaliczam do udanych, ze względu tylko i wyłącznie na udaną obronę przed Konradem. Najwięcej sił straciłem na opanowanie emocji, już nie raz witałem się z gąską za wcześnie ;-). Teraz wszyscy koncentrujemy się na ME, oby świeciło słońce!!!
Michał Guranowski: Sobotnie warunki pogodowe były dla mnie trochę pechowe już na czasówce stając na starcie luną taki deszcz. Na całym torze stała woda, a ja jechałem na oponach na suchą nawierzchnie. Ci którzy jechali przede mną mieli jeszcze suchutko dlatego zająłem ostatnie miejsce w pierwszej kwalifikacji. Po kontakcie z Veveką w pierwszym zakręcie pękła mi felga dlatego nie ukończyłem tego biegu.
Drugiego dnia szczęście się do mnie uśmiechnęło drugi bieg kwalifikacyjny wygrałem trzeci był trochę słabszy. W finale B startowałem z trzeciego pola jechałem drugi, ale gdy przed samą metą zobaczyłem że fiesta, jadąca przede mną, ma problem i nie jedzie pomyślałem sobie, że chociaż raz mam odrobinę szczęścia. Cieszyłem się bardzo z przeszejścia do finału A w którym zająłem 4 miejsce.
Jeśli chodzi o rundę MERC w Słomczynie to bardzo chcę w niej wsiąść udział o ile tylko uda się usprawnić silnik który dociągną ostatkiem sił do mety. Tak naprawdę to tylko dzięki moim mechanikom udało mi się zająć to 4 miejsce więc wierzę że i tym razem uda się nam wystartować w MERC w Słomczynie.
Marcin Wicik: Całe zawody były okazją do ostatnich zmian i regulacji samochodu przed Mistrzostwami Europy.
Poświęciliśmy całą uwagę na ustawieniu zawieszenia oraz przełożeń. Niestety część regulacji przełożeniami w moście nie została zrealizowana do końca ponieważ nie zostałem dopuszczony do startu w sobotniej kwalifikacji. Przez co nie mogłem sprawdzić jak auto zachowuje się na błotnistej nawierzchni.
Mogę tylko powiedzieć ze cała sytuacja związana z niedopuszczeniem mnie do wyścigu w sobotę jest niczym innym jak błazenadą panów na górze którzy pierwszy raz w historii rallycrossu na świecie zmienili przynależność samochodów do danych klas podczas trwających zawodów co diametralnie zmieniło ustawienia biegu kwalifikacyjnego. Jakakolwiek informacja na ten temat nie została ogłoszona przez megafony a umieszczenie takowej w języku angielskim na jakiejś tablicy nie rozwiązuje problemu. Poza tym stałe jazdy pana Hantke na badaniu technicznym w stylu że zaślepka reflektora przedniego ma garba lub że litera M przed moim nazwiskiem podlega zdjęciu psuje moim zdaniem całą sportową atmosferę zawodów. Myślę że w tej kwestii mamy 21 wiek i czas najwyższy na zmiany może nie koniecznie pokoleniowe ale myślowe.
Wracając do walki sportowej na torze to po raz kolejny miałem nowy silnik i myślę że to jest właśnie to .......stara sprawdzona firma "Mike Callagen" pozwoli w przyszłości rywalizować z najlepszymi.
Co do finału to po trzecim okrążeniu musiałem nieco odpuścić ze względu na niepokojące odczyty ze wskaźników. Na szczęście na dwa zakręty przed meta wszystko na desce rozdzielczej wróciło do normy i zdołałem dogonić i wyprzedzić kolegę Zolla.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony z testów mniej z psujących się relacji zawodnik działacze.
Pozdrawiam wszystkich którzy kibicowali podczas finału.
Dzięki: Sławek, Lukasz ,Robert i Maniek.
Rafał Maliński: Liczyłem że na tych zawodach uda mi się odrobić trochę punktów do 3-go miejsca i że będę mógł o nie walczyć na ostatniej rundzie w Czechach. Mała frekwencja na starcie wykluczyła jednak takie zapędy, ponieważ ilość możliwych punktów do zdobycia zmalała o połowę.
Kwalifikacje jechałem zupełnie bez motywacji. Na mokrym torze nie mogłem przebić się wyżej niż na 5-te miejsce. Kiedy wyschło mogłem już nawiązywać walkę. Przy takiej obsadzie kwalifikacje są jedynie treningiem przed finałem. Pole startowe w Słomczynie nie ma kluczowego znaczenia. Ja nawet wolę startować z tyłu, bo mam lepsze rozeznanie w sytuacji w pierwszym zakręcie.
W finale po pierwszym zakręcie udało mi się wcisnąć na wewnętrzną i byłem dobrze ustawiony do nawrotu w prawo. Konrad Kacprzak próbował mnie zepchnąć, ale w efekcie sam obrócił się i wypadł z toru. Niestety uszkodził mi przód samochodu. Urwał się przewód od czujnika położenia wału i nie mogłem dalej jechać. Szkoda bo zapowiadała się ostra walka.
W tej sytuacji nie mam po co jechać na ostatnią rundę w Czechach. Jest ona w ten sam weekend co Rajd Dolnośląski, a niezależnie czy pojadę na nią, czy nie, na koniec sezonu będę czwarty. Jedynie Piotrek Kempa może mnie wyprzedzić, ale musiałby wygrać zawody. Nie skończyłem jednak jazdy w tym sezonie, bo wystartuję w rundzie w Słomczynie rozgrywanej w ramach Mistrzostw Europy.
Piotr Naszkowski: To były bardzo fajne zawody mimo nerwówki z doborem opon spowodowane złą pogodą. Dobry pomysł, żeby połączyć zagraniczne eliminacje z naszymi krajowymi. Robi to dobre widowisko i może w przyszłości spowoduje, że będzie więcej kibiców, a może nawet…. tv. Była bardzo miła atmosfera zawodów i dobry doping co nam zawodnikom sprawia dużą frajdę.
Co do samej rywalizacji jestem zadowolony z drugiego miejsca choć apetyt był na pierwsze. Duże podziękowania dla naszego zespołu oraz sponsora w osobie mojego Taty i do zobaczenia na następnych zawodach
Krzysztof Skorupski: Zawody w Słomczynie jako zawody domowe dla każdego zawodnika nigdy nie są łatwe, każdy zna ten tor jak własną kieszeń. Zdecydowanie wole jazdę na bardzo mokrym torze, ponieważ wtedy w naszych samochodach nie brakuje mocy, a wręcz trzeba potrafić dobrze operować pedałem gazu, żeby zachować optymalny tor jazdy.
Mój Sej w tych warunkach zachowywał się doskonale, co jest zasługą doskonale przygotowanego przez nas set up-u na takie warunki. Co prawda taka pogoda kiepsko wpływa na ilość widzów na trybunach, choć juz drugiego dnia gdy pogoda się poprawiła mogliśmy liczyć na silny doping. Całe zawody były dla mnie rewelacyjne. Co prawda przez głupi błąd w 3 kwalifikacji (falstart) nie udało mi się wywalczyć pierwszego pola. Z tego powodu zaryzykowałem i zaatakowałem od zewnętrznej na pierwszym zakręcie w finale A. Na szczęście taktyka sprawdziła się i oczywiście razem z zespołem świętowaliśmy kolejne zwycięstwo. Do końca sezonu MPRC został nam już tylko wyścig w Sosnovej, na który oczywiście się wybieramy, żeby walczyć o tytuł mistrza MPRC.
Łukasz Zoll: Wszystko zadziałało jak w zegarku ... całe zawody testowaliśmy różne ustawienia zawieszenia i już mamy kilka opcji w zanadrzu :-) największy problem to nadal chyba opony na wysychający tor. Castoral to czołowy zawodnik Mistrzostw Europy od wielu lat, który co tydzień startuje w zawodach i jest piekielnie szybki na każdej nawierzchni. Na poprzednim Słomczynie (CEZ) udało mi się z nim wygrać, ale wtedy jechał tylno napędową Astrą która jeszcze wtedy nie była tak konkurencyjna jak jest od eliminacji w Szwecji. BMW jest już rozebrane i wiemy na razie tyle że przy wyprzedzaniu Marcina w finale zgiąłem 1 wahacz z przodu i 2 wahacze z tyłu .... w ciągu pół okrążenia Marcin do mnie dojechał i bez problemu wyprzedził .... chcemy jeszcze sprawdzić co się dzieje z dyfrem przed kolejną rundą żeby mieć pewność że tam jest wszystko ok.
| |