 fot. rallyart.pl
|
| Rozmowa z Romanem Castoralem - wersja rozszeżona | 24.08.2010, 20:49
Korzystając z obecności Romana Castorala w Polsce na sierpniowych zawodach w Słomczynie zadaliśmy temu utytułowanemu zawodnikowi kilka pytań. Pochodzący z Czech Roman Castoral opowiadał nam gdzie zaczął swoje pierwsze starty i jak trafił do Rallycrossu. Za kierownicą gokarta zasiadł już w wieku 5 lat. Wszystko to zaprocentowało gdy zdobywał tytuły Mistrzowskie Pucharu Europy oraz Mistrzostw Europy Rallycross. Zapytaliśmy także o zawody w Toruniu i nieobecność na rozdaniu nagród za sezon 2009.
- Który to już Twój sezon w Mistrzostwach Europy Rallycross?
Roman Castoral – W Mistrzostwach Europy startuję od 1997 roku więc już 13 sezon.
- Co lubisz w Rallycrossie, że tak mocno związałeś się z tym sportem?
R.C. – W rallycrossie najbardziej podoba mi się to, że jeździ się zawsze na granicy możliwości. Chodzi zarówno o możliwości auta jak i kierowcy. Podoba mi się też to, że sport ten jest kontaktowy i że nigdy niewiadomo jak rozegra się walka w pierwszym zakręcie. Dodatkowym plusem i utrudnieniem jest oczywiście fakt, że zawody te rozgrywają się na torze o zmiennej nawierzchni asfaltowo – szutrowej. Sprawia to, że aby wygrać trzeba posiadać naprawdę duże umiejętności.
- Jak wyglądała Twoja kariera przed startami w RC ?
R.C. – Zabawę w wyścigi zacząłem w wieku … 5 lat od jazdy gokardem ale była to czysto amatorska jazda. Prawdziwą karierę zacząłem w 1994 roku właśnie w rallycrossie.
- Jak trafiłeś do Rallycrossu ?
R.C. – Do rallycrossu trafiłem dzięki mojemu tacie Jaroslavovi, byłemu zawodnikowi rajdowemu. Kończąc swoją karierę postanowił swoją skodą 130LR wystartować w kilku zawodach rallycrossowych. Na tyle mu się to spodobało, że do startów namówił mnie i tak to się zaczęło.
- Zwiedziłeś wszystkie tory Europy, powiedz jak oceniasz obiekt w Słomczynie na tle pozostałych torów.
R.C. – Każdy tor w Europie jest inny i każdy na swój sposób oryginalny. Słomczyn wyróżnia to, że jest torem bardzo śliskim bez względu na pogodę i bardzo trudno jest na nim ustawić auto. Poza tym uważam, że we Słomczynie jest jeden z najlepszych joker lapów w Europie.
- Startujesz w Mistrzostwach Europy Rallycross, Pucharze Europy Strefy Centralnej, Mistrzostwach Czech, a nawet chciałeś wystartować w Mistrzostwach Polski. Czy zostaje w roku trochę czasu na życie prywatne? Jeszcze dochodzą w międzyczasie prace nad autem.
R.C. – Każdą wolną chwilę spędzam z rodziną ale o to czy jest to wystarczająco dużo musisz zapytać mojej żony (śmiech)
- Związałeś się z dywizją 2, jak zmieniała się ta klasa pod względem przepisów?
R.C. – Na samym początku w dywizji 2 jeździły auta grupy N z napędem na 4 koła i turbo doładowaniem. Następnie dywizja przeszła przemianę w klasę aut grupy N z napędem na przednią oś i pojemnością do 2 litrów.
W 2009 roku przepisy znowu się zmieniły. Obecnie dywizja ta to auta grypy A z napędem na tylną oś o pojemności do 2 litrów.
- Jak odnajdujesz się w nowej wersji dywizji 2 gdzie po zmianie przepisów trzeba startować autami z napędem na tylną oś, a nie na przednią?
R.C. – Przez całe życie startuje autami z napędem na 4 koła lub na przednią oś dlatego ta zmiana spowodowała, że wszystkiego muszę uczyć się od nowa.
- Jacy polscy zawodnicy zrobili na Tobie wrażenie ?
R.C. – Moja żona Kamila (uśmiech). Dlatego się z nią ożeniłem. W Polsce jest sporo zdolnych zawodników. Przykładem są m.in. Tyszkiewicz i Kozak, którzy startowali ze mną w D2.
- Czemu na rozdaniu nagród za tytuły Mistrza Polski w 2009 roku nie pojawili się żadni zagraniczni zawodnicy?
R.C. – Zagraniczni zawodnicy nie zostali po prostu zaproszeni… Puchary zostały nam przesłane. Otrzymaliśmy je przy okazji rozdań tytułów za Mistrzostwa Czech i Austrii.
- Start na Litwie był wielkim zaskoczeniem, zbierałeś punkty do Mistrzostw Polski? Jakie są Twoje wrażenia po starcie na litewskim obiekcie?
R.C. – Na Litwie byliśmy po raz pierwszy. Pojechaliśmy tam ponieważ słyszeliśmy na temat tych zawodów dużo pozytywnych komentarzy. I nie zawiedliśmy się. Z pewnością wrócimy tam w przyszłym roku.
- Czy planowałeś starty w Toruniu, na zawodach które zostały nagle odwołane?
R.C. – Tak, byłem zgłoszony na te zawody i specjalnie na nie czekałem w Warszawie. O odwołaniu dowiedziałem się w piątek około godziny 13.00 tuż przed odjazdem do Torunia…
- Z czego może wynikać mniejszy prestiż serii CEZ co wynika z małej frekwencji zawodników gdy nie rozgrywane są przy okazji zawody do lokalnych mistrzostw?
R.C. – Moim zdaniem problem jest w tym, że zawody są teraz po prostu droższe. Na samym początku zagraniczni zawodnicy nie musieli płacić wpisowego, co niewątpliwie zachęcało do startu. Na chwilę obecną każdy musi zapłacić wpisowe, które dodatkowo jest wyższe niż na Mistrzostwach Europy, czyli zawodach o zdecydowanie większym prestiżu.
| |