Aktualności

Pięć pytań do… Łukasza Grzybowskiego

Zawodnicy krótko i zwięźle opowiadają o minionym sezonie

Tegoroczna rywalizacja w klasie Seicento Cup była stosunkowo przewidywalna – Łukasz Grzybowski przechodził przez kolejne rundy jak rozgrzany nóż przez masło, dzięki czemu wygrał aż sześć z nich i zakończył sezon z maksymalną możliwą liczbą punktów. Nie oznacza to jednak, że mistrz miał łatwe zadanie, bo rywale naciskali nie tylko na torze, ale także poza nim. Poniżej Łukasz opowiada, jak wyglądało to z jego perspektywy.

Jakie oczekiwania miałeś przed rozpoczęciem sezonu?

Przed sezonem jako zespół staraliśmy się nie spoczywać na laurach po poprzednim tytule. Dlatego też w zimie pracowaliśmy nad wyeliminowaniem wszystkich usterek i problemów, które mogły nam przeszkodzić w tegorocznych mistrzostwach.

Czy jesteś zadowolony ze swojej jazdy i końcowego rezultatu?

Z końcowego rezultatu jestem bardzo zadowolony, lecz ze swojej jazdy niezupełnie. W trakcie sezonu popełniłem kilka błędów, choć może nie zawsze było je widać. Wiem jednak, w jakich partiach poszczególnych torów mogę się poprawić i będę nad tym pracować, aby stawać się coraz lepszym kierowcą.

Jaki był najlepszy moment sezonu?

Najlepszy moment w sezonie? Wygrałem wiele rund, ale najbardziej będę wspominał nie wzniesione puchary, a wynik protestu, jaki złożyli na mnie inni zawodnicy. Wraz z zespołem udowodniliśmy, że zarówno silnik, jak i skrzynia biegów w naszym Seicento są w 100 procentach zgodne z regulaminem, a nasze sukcesy były zasługą ciężkiej pracy.

To z drugiej strony – jaki był najtrudniejszy moment tego sezonu?

Najtrudniejsza zdecydowanie była runda w Toruniu, gdzie walczyłem o cenne punkty, a usterka techniczna uniemożliwiła mi walkę w finale. Ostatecznie nie miało to większego znaczenia, gdyż najsłabsza runda jest odliczana, jednak porażki, szczególnie te nie z twojej winy, nigdy nie są łatwe.

Z kim stoczyłeś najlepszą walkę w tym sezonie? Przypomina Ci się jakiś jeden konkretny pojedynek?

Ciężko wskazać jedną konkretną walkę, gdyż stoczyłem sporo dobrych pojedynków z Szymonem Jabłońskim i Piotrem Budzyńskim. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie rundy, w trakcie której nie musiałbym się bronić przed którymś z nich.

Do najbliższego wydarzenia zostało: